niedziela, 21 października 2012

59. Let the drama begin!

 Jednopart ode mnie inspirowany Barierą ->link.

  
59. Let the drama begin!

- Czemu tu ze mną wchodzisz?
- A czemu nie? Tak będzie szybciej.

Bill zawiesił ciuchy na wieszaku. Rozejrzał się wokół.

- Ale mała ta przymierzalnia…

Przejrzał pobieżnie swoje znaleziska, zastanawiając się, na co właściwie ich potrzebował. Czerwony dywan? Gala? Wywiad? A może po prostu na co dzień?

- Jest idealna…

Nim zdążył się zorientować, wylądował plecami na ścianie, przybity do niej parą silnych ramion.

- Adam, zwariowałeś?! Ktoś może…
- Nikt nic nie zauważy póki będziesz cicho…

Gorąca para ust przylgnęła do jego szyi, a dłonie niczym wąż wsunęły się pod luźny materiał, by w ułamku sekundy pozbawić go koszulki. Jego ruchy były powolne, umysł otumaniony pożądaniem. Nie opierał się. Wsunął palce w ciemne włosy. Ciche westchnienia co i raz uciekały spomiędzy jego warg. Resztki rozsądku usiłowały je zatrzymać. Czy można w ogóle mówić o rozsądku podczas seksu w miejscu publicznym?

Brzdęk klamry. Spodnie zsunęły się z jego bioder.

- Chcę cię pieprzyć… Tak mocno jak nigdy dotąd…

Mężczyzna obrócił go i przycisnął do tyłu wąskiego pomieszczenia. Zachłannie całował rozpaloną skórę wijącego się pod nim w spazmach rozkoszy ciała. Zmyślnie nastrajał swój instrument, który już zaczął wydawać pierwsze dźwięki; kombinacje podniecających pomruków i jęków.

- Proszę…

Zachłysnął się powietrzem. Ból wypełnienia i zdecydowanych ruchów.

- O taaak…

Kroki dwóch mężczyzn, próba otrzeźwienia. Palce na jego ustach. Zmysłowy szept.

- To od ciebie zależy, czy nas znajdą…

Wilgotny mięsień zahaczył o jego ucho. Brunet odchylił głowę, darując kochankowi większy dostęp do swojego ciała.

- Ach! – wyrwało się z jego gardła. Kontrola słabła, wzrok rozmywał się we mgle. Przejechał dłońmi po chropowatej powierzchni. Kolejne pchnięcia. „Mocniej… Mocniej, błagam!”

Ubrania z wieszaka wylądowały na podłodze.

- Hej, chodźmy stąd. Chyba komuś przeszkadzamy.
- Hahaha, chyba masz rację.

Nawet nie wiedzieli, ile prawdy kryło się w ich żartach.

- Bierz ją tygrysie! – rzucił jeden z nich nim odeszli. Lambert zacisnął palce.
- Z rozkoszą…
- BILL!!!

Podrywając się, uderzył głową w oparcie siedziska. Zaklął głośno. Nie rozumiał, co się stało. Obraz, który widział, diametralnie różnił się od tego, który miał przed oczami jeszcze kilku sekund wcześniej. Omamy?

- Ktoś cię mordował, czy jak?

Nieprzytomnie rozglądał się wokół. Tourbus. Jego zespół.

- Co… Co? – mruknął nieprzytomnie, potrząsając głową. W ostatniej chwili powstrzymał się przed przetarciem wymalowanej twarzy.
- Przysnąłeś i zacząłeś jęczeć. Nawet nie chcę wiedzieć, co ci się śniło.

Zamrugał kilkukrotnie, próbując doprowadzić się do porządku. Ostatnimi czasy często zdarzało mu się gdzieś przysnąć, choć nigdy nie przyśnił mu się aż tak… „mocny” sen. Obwiniał stres i coraz większe zmęczenie. Byli w trasie już półtorej miesiąca. W ciągu dnia nie myślał o niczym innym jak o drzemce. Każdą przerwę wykorzystywał na spanie. Nie miał nawet szans porozmawiać z Adamem, który również zajmował się swoimi sprawami. Różnica czasu nie pomagała.

Znużony rozsiadł się na kanapie. Miał sporo wolnego, do następnego przystanku jeszcze kilka godzin. Tom i Georg zajęli telewizor i toczyli ze sobą zażartą walkę o to, który z nich wygra pojedynek na pikselowej arenie. Gustav obserwował potyczkę, czekając na swoją kolej. Taki mini turniej, który nie wydawał się czarnowłosemu ani trochę interesujący. Może byłoby inaczej, gdyby umiał grać na konsoli. Niestety nigdy mu to nie szło, a głupio być zawsze najniżej w rankingu.

Położył laptopa na kolanach i zabrał się za sprawdzanie poczty. Spam, spam, newslettery, znów spam, mail od Adama. Z zainteresowaniem otworzył wiadomość. Kilka słów i jakiś link. „Widzę cię w tym…”, brzmiała treść maila.

„No dobra, sprawdźmy to.”

Bez zastanowienia kliknął w odznaczający się ciąg znaków. Ładowanie… Z każdą chwilą jego oczy robiły się coraz większe. Powoli zamknął laptopa.

- Bill, zagraj choć raz! Damy ci fory – usłyszał, przechodząc korytarzem. – Ej, dobrze się czujesz?
- Ja… Tak… Ok – mruknął tylko i zniknął w toalecie. Przemył twarz zimną wodą. Miał jeszcze sporo czasu na wykonanie ponownego makijażu.

Obraz mężczyzny ubranego jedynie w skąpą skórzaną bieliznę i ćwiekową obrożę nie znikał sprzed jego oczu.

*

Wraz z otworzeniem drzwi z łazienki buchnęła para. Nic tak nie koi zmysłów jak gorąca kąpiel. To nic, że miała miejsce po 1 w nocy.

Chłopak zawinięty w szlafrok powoli przeszedł do swojego pokoju. Z sypialni jego bliźniaka dochodziły jakieś dźwięki. Brunet spróbował się im przysłuchać. Tom mówił po angielsku, pewnie rozmawiał z Sashą. Zawsze zabawnie się jąkał, gdy nie potrafił znaleźć jakiegoś słowa.

Młodszy Kaulitz poszedł za przykładem brata i również położył się do łóżka z laptopem. Ledwie odpalił urządzenie, już dostał zaproszenie do wideorozmowy.

- Cześć skarbie!

Jego serce zabiło szybciej. Tak dawno nie słyszał tego głosu.

- Dawno cię nie słyszałem – rzekł ciepło.

Patrzył na postać swojego partnera, który siedział w jakimś pomieszczeniu w pełnym makijażu i z nienagannie ułożoną fryzurą. Olbrzymi kontrast między nim, a dwudziestoletnim chłopakiem ze zmęczoną zaczerwienioną twarzą i włosami sterczącymi we wszystkie strony świata.

- Mam nadzieję, że nadrobimy to w wakacje jakoś pomiędzy festiwalami. Nie musimy wyjeżdżać, po całej trasie będę miał dość wyjazdów.
- Wiem coś o tym.

Dwudziestolatek zamyślił się. Miał ochotę na taki słodki odpoczynek.

Wściekły wparował do ogrodu. Mieli samolot za niecałą godzinę i kawałek drogi na lotnisko. Adam właśnie do reszty oddawał się kąpieli w swoim basenie. W sumie nie dziwne, pogoda jak najbardziej sprzyjała tego typu aktywnościom. Tylko dlaczego akurat teraz?!

- O, Bill. Przepraszam, nie słyszałem, że wszedłeś – rzekł zaskoczony i podpłynął do brzegu.
- Nie wszedłbym, gdyby nie Tommy – odparł podirytowany chłopak. Rozejrzał się dookoła. – Masz tu gdzieś w ogóle telefon? Czy stałbym przed wejściem jak debil?
- Rany, przestań się już wkurzać – Lambert przewrócił oczami. – Jest na krześle razem z rzeczami. A ty masz swój?
- Oczywiście, że mam – prychnął.
- To wyjmij z kieszeni.
- Jest w torbie – wskazał głową na przedmiot, który przed chwilą położył na trawie.
- A dokumenty?
- Wszystko jest w torbie. Co się tak pytasz? – spytał. Mina Adama była jednoznaczna. – Nie! Nie zrobisz tego!

Krótko walczył. Nim się obejrzał wylądował w wodzie. Zanurzył się cały, woda nie oszczędziła ani skrawka jego ciała.

- Odwaliło ci?! – wrzasnął po wypłynięciu na powierzchnię. Wściekły podszedł do płytkiego brzegu. Cały czas towarzyszył mu dziki śmiech rozradowanego mężczyzny. – To takie zabawne?!
- Żebyś wiedział! – odpowiedział finalista Idola. – Jaka słodka wściekła syrenka…
- Czasami cię nienawidzę … - syknął Kaulitz, próbując wydostać się z basenu. Przypominał wściekłego mokrego kota z tą różnicą, że zamiast futra, przylgnęło do niego przemoczone ubranie.

Wreszcie wspiął się na brzeg, jednak po chwili ponownie wylądował wodzie.

- Uspokój się do cholery! – skarcił przyczynę swojego powrotu do tego mokrego miejsca. – Jestem cały mokry!
- No właśnie…

Odwrócił się zdezorientowany. Nagle dwie silne ręce odcięły mu drogę ucieczki. Adam zbliżył się do niego. Na twarzy miał TEN charakterystyczny uśmiech.

- I tak cię zabiję, kiedy stąd wyjdę.
- Jeszcze zobaczymy.

Ich twarze spotkały się, a usta połączyły w pocałunku. Ręce dwudziestolatka splotły się na karku jego partnera. Silne dłonie przejechały po jego klatce piersiowej, do której przylgnął, i tak przecież obcisły, T-shirt.

- Zaplanowałeś to – mruknął Bill pomiędzy kolejnymi pocałunkami.
- Nie, akurat nie. Najlepsze rzeczy są nieplanowane.

- Tak, to mogłoby być to – powiedział z rozkoszą. Postać na ekranie uśmiechnęła się.
- Tak… Słuchaj, chciałem cię o coś zapytać – młodszy brunet szybko spoważniał. – Czy macie w przyszłym tygodniu występ na jakimś rozdaniu nagród?

Bill spróbował przypomnieć sobie rozpiskę, którą jeszcze dzisiaj pokazywał mu David. Niestety późna pora nie sprzyjała myśleniu.

- Może. Nie pamiętam – przyznał szczerze. Lambert załamał ręce.
- Jak możesz nie pamiętać, gdzie występujesz?
- Przekonasz się po dłuższej trasie.
- Dobra, mniejsza. Czyli nic nie wiesz, gdzie, z kim?
- Nie, nie mam pojęcia. Coś się stało? – spytał zaniepokojony. Adam tylko się uśmiechnął.
- Mam wystąpić na rozdaniu jakichś nagród ECHO. Mój menadżer mówił mi, że twój zespół też tam będzie, dlatego chciałem się zapytać, czy to prawda.
- To by było coś. Spore wyzwanie – zerknął na ekran spod przymkniętych powiek. Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Ja się potrafię powstrzymać, gorzej z tobą – zaśmiał się. W odpowiedzi spotkał się z widokiem przyozdobionego kolczykiem języka.

Mimo wszystko Bill nie mógł zaprzeczyć, że informacja o wspólnym pojawieniu się na gali była czymś ekscytującym. Szybko przejrzał papiery przesłane mu przez Josta. Gdzieś powinna znajdować się rozpiska występów…

*

Od samego rana jego serce biło jak szalone. Oprócz pracy jego głowę zaprzątała tylko jedna myśl: „Adam będzie na gali…”. Było to dla nich obu spore wyzwanie. Każde spojrzenie, każda ich wspólna rozmowa mogła zostać uchwycona przez kamerę, a ciało nie sługa, gdy w grę wchodzą uczucia.

Nie spotkali się na próbie, zaś czarnowłosy mógł przysiąc, że przez sekundę widział Lamberta na czerwonym dywanie. Z całych sił blokował swój rozbiegany wzrok.

Czas szybko mija w takiej pracy. Wywiady, gala, występ – rzeczy pochłaniające całą uwagę i energię.

Z ostatnimi nutami piosenki cały zespół mógł odetchnąć z ulgą. Najcięższa część wieczoru za nimi.

- Marzę, żeby już wrócić do hotelu…
- Ja też. Od rana na nogach, masakra…
- Jeszcze afterparty, nie wyrobię…

Weszli do korytarza, w którym szykował się już kolejny zespół. Bliźniacy w mig rozpoznali znajome twarze, a szczególnie te dwie należące do najukochańszych dla nich osób.
Adam podniósł wzrok. Para wymieniła się spojrzeniami.

„Powodzenia!”

*

- Nareszcie chwila spokoju.
- Tak…

Po wszystkim weszli do niewielkiej garderoby. Potrzebowali odrobiny intymności.

- Tęskniłem.
- Ja też.

Objęli się czule i zatracili w swoich spojrzeniach. Mięśnie powoli rozluźniały się, ciała odpoczywały po wysiłku.

- Nie masz ochoty na nasze pół godziny?
- Adam, jestem zmęczony…
- To ja powinienem być zmęczony. Miałem dalej niż ty.
- Jestem od rana na pełnych obrotach, zrozum mnie.
- Dwadzieścia minut?

Pierwsze pocałunki. Przyjemny masaż szyi.

- Będę miał problemy na afterparty…
- Będę delikatny.

Z rozkoszą przyjmował dotyk pełnych różowych ust i silnych dłoni, które błądziły po jego plecach. Westchnął.

Trzask drzwi błyskawicznie przywrócił ich do rzeczywistości. Chłopak niepewnie podniósł wzrok. „Nie jest dobrze.”

- Adam, proszę cię, wyjdź…

*

- Cholera – zaklął Tom. Robił już kolejną rundkę po całym kompleksie, nie mogąc znaleźć właściwych drzwi. Powinien był zerknąć na jakąś mapkę, gdy umawiał się z Sashą.

Ku swojemu zaskoczeniu zamiast dziewczyny spotkał Lamberta. Nie wyglądał najlepiej.

- Ej, coś nie tak? – zagadnął. Brunet spojrzał na niego z przejęciem.
- Ktoś przyłapał nas razem. Nie wiem, co teraz. Bill kazał mi wyjść i został sam z tym facetem. To chyba wasz menadżer.
- Zostawiłeś Billa samego z Jostem?!

Z pomieszczenia dobiegł głośny trzask, który zainicjował pełne agresji krzyki. Tom doskoczył do klamki.

- Szlag, zamknięte! – warknął, uderzając pięścią w drzwi.
- Załatwię to, ale nie płacę za zniszczenia.

Ciche przyzwolenie. Po chwili drzwi nie były już żadną przeszkodą.

David przybił chłopaka do ściany. Choć był niższy, górował na nim. Bill był bliski płaczu.

- Jeśli to wyjdzie na jaw, jesteście martwi na swoje własne życzenie! – mężczyzna rzucił na koniec, po czym zniknął za uszkodzonymi drzwiami. Tom i Adam podeszli do najmłodszego z nich. Był roztrzęsiony.

- Bill, nic ci nie jest?

Momentalnie się rozkleił. Znajoma dwójka zaprowadziła go na jakąś podrapaną kanapę. Wszystkie wspomnienia wróciły.

- Pieprzony pedał
- Nic nie warta lalka.
- Beze mnie jesteście nikim!

- Ułóż się. Możesz położyć mi głowę na kolanach.

Tak też zrobił. Wciąż drżał, gdy Adam głaskał jego włosy.

- Teraz rozumiem, dlaczego nie chciałeś mu nic mówić. To wszystko jest chore…

Pokiwał głową. Najchętniej uciekłby gdzieś daleko i zaszył się w jakiejś norze. Niestety czekało go jeszcze afterparty. Wszystko przed nim…
Drache

środa, 17 października 2012

58. Cienka linia



Ajj, nie lubię się tłumaczyć! Dlatego nie będę, ale brak wolnego czasu bardzo mi doskwiera. Przepraszam!
Cienka linia

Wizyta Krisa była z pewnością tym, czego Adamowi w ostatnim czasie brakowało. Mężczyźni sączyli drinki w jednym z mniejszych pubów.
- Nasze drogi ostatnio się rozeszły – Zauważył muzyk, odstawiając szklankę mojito.
- Za skomplikowane to wszystko… - Odparł półgłosem Adam, wpatrując się w przypadkowych przechodniów, którzy rzucali mu krótkie spojrzenia.
- Masz na myśli coś szczególnego?
Westchnął, siląc się na uśmiech – Nie warto było dorastać. Chciałem tylko robić to, co kocham i spotkać miłość swojego życia.
- Przecież masz to wszystko – Allen pochylił się nad stołem.
- To i jeszcze więcej. Kłótnie, wojny, problemy, czego ja nie mam… - Rzekł, przeczesując kruczoczarne włosy.
- Ty narzekasz? – Kris uniósł brew i wziął łyk chłodnego napoju, spoglądając za szybę – To absolutnie nie w twoim stylu.
- Zmieniamy się i nie można od tego uciec – Uciął krótko i zerknął na zegarek – Będę się powoli zbierać. Potrzebuję odpoczynku.
Kris położył dłoń na ramieniu bruneta – Pamiętaj. Choć już nie żyjemy jak w niedalekiej przeszłości, nadal masz we mnie przyjaciela.
- Wiem. Dziękuję ci – Odparł, unosząc kąciki ust.

Droga do domu była długa. Choć taksówki mijały go średnio co pięć minut, nie miał nawet zamiaru podnosić ręki. Wciskał zmarznięte dłonie w ciasne kieszenie skórzanych spodni i szedł przed siebie, krok po kroku. Czuł, że zbliża się kryzysowy moment. Zwolnił i zachłysnął się mroźnym powietrzem.
W którym momencie straciłem kontrolę?
Telefon milczał. Ta cisza przytłaczała go jeszcze bardziej. Wiedział jednak, że musi wziąć się w garść. Nie zamierzał od progu obrzucić Billa pełnym smutku spojrzeniem i po raz kolejny oczekiwać gradobicia pytań.
Dociekliwość? Absolutnie nie. On tak nie robi.
Kolejny głębszy oddech. Przyspieszył kroku, gdyż jesienne buty przestały dawać radę zaspom, w które wpadał co kilka chwil. Droga na skróty zawsze miała swoje wady.
Włożył klucz do drzwi, po czym pchnął je i przekroczył próg mieszkania. Zrzucił kurtkę z masywnych ramion i powoli ruszył w stronę salonu. Zgaszone światło zwiodło go z tej drogi; zawrócił do kuchni.
Bill trzymał w dłoniach szklankę gorącego napoju. Para unosiła się nad ciemną cieczą, a para brązowych oczu wpatrywała się beznamiętnie w nieokreślony punkt za oknem.
- Wróciłem – Rzekł cicho Adam, próbując zainicjować rozmowę.
- Cześć.
Odpowiedź była tak szorstka, że brunet poczuł nieprzyjemne skurcze w okolicy klatki piersiowej.
- Coś się stało? – Spytał, podchodząc bliżej. Pochylił się, składając na bladym policzku drobny pocałunek.
- Nie. Po prostu chcę zostać sam.
To znajome uczucie, gdy mówię „dobranoc”, kończąc dzień. Kiedy szepcę „do zobaczenia” wiedząc, że zobaczymy się po twoim powrocie. Tak samo i teraz, mówię ci „cześć”, ale na powitanie, a ty znikasz, choć jesteś obok. Jak możesz?
Nie odważył się spytać. Kiwnął głową i odwrócił wzrok.
- Pójdę do sypialni – Mruknął pod nosem i powolnym krokiem zwrócił się w stronę pomieszczenia z dużym łóżkiem. Czy takiego życia chciałem? Czy to sprawia, że jestem szczęśliwy? Opadł bezwładnie na miękką kołdrę, wsłuchując się w szum przejeżdżających za oknem samochodów. Spodziewał się, że sen nadejdzie prędko.
***
Zapukał dwukrotnie w drewniane drzwi. Po chwili nacisnął elektryczny dzwonek, nie spodziewając się, że ktokolwiek zareaguje na niemal bezdźwięczne zasygnalizowanie pojawienia się nowego gościa.
- Kto tam?
- A musisz pytać?
- Racja – Mruknął Tommy, otwierając drzwi należące do domu Krisa – Wchodź, załapiesz się na obiad.
Gdy Adam przekroczył próg mieszkania, od razu uderzył w niego słodki zapach. Brunet podążył w kierunku kuchni, uśmiechając się do przyjaciela.
- Przyniosłem whisky. Chętni? – Spytał, oglądając się na Tommy’ego. Blondyn porozumiewawczo uniósł brew i podszedł do szafki, sięgając po trzy szklanki oznaczone logiem Ballantine’s. Przy okazji wyjął napoczętą paczkę nasion słonecznika i rzucił ją na stół.
- Jak za starych, dobrych…
- Nie takich starych – Przerwał Kris, zrzucając z patelni apetycznie wyglądające naleśniki – Smacznego, chłopcy.
- Piękni i młodzi – Dodał Adam, sięgając po widelec.
- Czy tacy młodzi…
- I piękni…
- Dajcie już spokój – Roześmiał się brunet.
- Macie jakieś plany na dziś? – Zagadnął Kris – Może wyskoczymy gdzieś wieczorem?
- Odpada – Mruknął Adam, biorąc łyk zimnej wody – Za godzinę mam wywiad, skończę późnym popołudniem. Muszę wrócić do swojego faceta.
- Zaczyna się. Romantyczne wieczorki przy kominku i te sprawy – Westchnął ze znudzeniem Tommy. Kris zmierzwił jego blond czuprynę.
- Daj spokój, to nawet urocze.
- Szczerze mówiąc… - Zaczął Adam, skupiając na sobie uwagę – Czasami chciałbym, by tak właśnie wyglądało moje życie.
- Więc co za problem? Jesteście szczęśliwi, zakochani, czegoś jeszcze brakuje? – Uśmiechnął się Allen.
- Wierz mi. Sam chciałbym znać odpowiedź.
***
Urocza blondynka poprawiła swoją atłasową spódnicę i ustawiła dyktafon na stoliku w równej odległości od kolan swoich i Adama.
- Obiecuję, że nie zajmę wiele czasu – Zaczęła z uśmiechem.
- Proszę bardzo. O czym będziemy rozmawiać?
- Nie ukrywam, że interesuje mnie twoje życie prywatne.
Pieprzone tabloidy.
- Hm? – Mruknął, starając się nie okazywać swojego niezadowolenia.
- Zacznijmy od standardowego pytania… - Rzekła bez mniejszego skrępowania – Jesteś singlem czy spotykasz się z kimś?
Poczuł nieprzyjemny ucisk w gardle. Nienawidził tego kłamstwa, które musiał wypowiadać za każdym razem.
- Nie chodzę na randki. Jestem sam.
***
Sam już nie wiedział jakie emocje nim targają. Przekroczył próg domu, rzucając torbę na podłogę między przedpokojem a salonem. Bill leżał w fotelu, oglądając jeden z nudniejszych seriali telewizyjnych.
- Mnie to już męczy. Nie chcę tak dłużej.
Odwrócił głowę i zmrużył oczy – Teraz tak się witamy?
- Przestań – Odparł chłodno Adam – Nikt nie może się o nas dowiedzieć. Żyjemy w ukryciu, jak para kryminalistów.
- Jasna cholera, przecież już o tym…
- Nie przerywaj mi – Uciął – Nie mogę nawet się z tobą pokazać. A jeśli już to tylko przemycając cię do nocnych klubów. Męczy mnie to. Chcę być w poważnym, dojrzałym związku. Czego ty się boisz?
- Nie będę więcej do tego wracał – Rzekł, odwracając wzrok w kierunku telewizora.
- No oczywiście, najlepszy sposób na rozwiązanie problemów! Jeszcze tylko dorzuć, żebym wrócił do Tommy’ego, bo przecież on by się mnie nie wstydził!
- Żałosny jesteś.
Adam podszedł do telewizora i wyłączył go – Czy ty kiedykolwiek liczyłeś się z moimi uczuciami?
- Śmiesz w to wątpić?- Brunet podciągnął się do pozycji siedzącej.
- Kim ja dla ciebie jestem, co? – Spytał, po czym zapadła długa cisza – Nie potrzebuję w życiu niczego. Potrzebuję tylko ciebie. A ty uciekasz przede mną w każdej możliwej chwili…
- Co ty pieprzysz – Bill wstał – Odwiedzam cię, przylatuję, dopiero wróciliśmy z wakacji.
- Ty nic nie rozumiesz – Adam cofnął się na krok – Mam przeczucie, że pewnego dnia znikniesz jak ulotny sen.
- Adam, ja nigdy… Czekaj! – Zawołał, gdy wokalista ruszył w kierunku sypialni – Adam! – Chłopak dogonił starszego od siebie mężczyznę i złapał go za rękę – Kocham ciebie i nawet jeśli nie potrafię tego okazać w sposób jaki tego oczekujesz, nie odrzucaj mnie… - Brązowe oczy wyrażały pewien rodzaj smutku i niepokoju – Postawiłem wszystko na jedną kartę. Dlatego bądź przy mnie. Zawsze.
Nie potrafił oprzeć się brązowemu spojrzeniu. Ucałował miękkie wargi i zmrużył powieki.
- Doceń to, co nas spotkało. Jeśli nie możemy mieć wszystkiego, cieszmy się tym, co mamy.

sobota, 6 października 2012

57. Hey, ich bin Bill Kaulitz!

Kto kojarzy, dla tego punkt! :) http://www.youtube.com/watch?v=h5-rIyM27Us

57. Hey, ich bin Bill Kaulitz!

Nie podobała mu się sytuacja, w jakiej się znalazł. Był wściekły, że Adam zostawił go w domu samego w roli niańki dla zalanego kumpla, podczas gdy sam pojechał odgrywać bohatera gdzie indziej. W tamtej chwili obce mu było współczucie dla pobitego w klubie Neila i jego żony. Był zmęczony, wściekły i obolały. Marzył o solidnej dawca snu.

Przyniósł z kuchni butelkę wody i postawił ją razem z proszkami przeciwbólowymi obok śpiącego Tommiego, sam zaś usiadł obok i obserwował jego sen. Zazdrościł mu tego spokoju i kompletnego braku odpowiedzialności.

Powieki ciążyły mu coraz bardziej. W końcu przestał się bronić.

*

- Bill. Bill.

Przywitało go zimno, ciemność i potworny ból pleców. Zaśnięcie na siedząco nie było najlepszym pomysłem.

- Idź do łóżka. Ja go popilnuję.
- Co z Neilem?
- Nic mu nie będzie.
- To dobrze.

Podniósł się przy akompaniamencie strzelających kości. Chwiejnym krokiem ruszył w stronę schodów.

- Scheisse! – warknął, gdy uderzył nogą w jeden ze stopni. Przystanął pod wpływem bólu.
- Wszystko ok? Pomóc ci?
- Nie, jest ok.

Pokuśtykał prosto do sypialni.

*

Pomieszczenie zdążyła już wypełnić para wodna, niosąc za sobą zapach kojącego zmysły owocowego płynu do kąpieli. Gorąca woda rozluźniała mięśnie i uspokajała ich oboje. Bill przytknął do ust kieliszek szampana, przymykając przy tym powieki.

- Lepiej? – spytał Adam. Młodszy brunet otworzył oczy w odpowiedniej chwili, by ujrzeć język wolno przesuwający się po pełnych różowych wargach.
- O wiele… - mruknął rozkosznie.
- To dobrze…

Cieszyli się swoją obecnością w to spokojne popołudnie. Z naciskiem na „spokojne” po upiornej nocy i ranku.

- Ten klub, o którym mówiłeś…
- Sprawdzony. Impreza zamknięta, żadnych reporterów. Dla większej pewności wejdziemy osobno.
- Świetnie.

Wziął kolejny łyk, delektując się gorzkim smakiem alkoholu. Odłożył kieliszek.

- Nie mieszczę się w tej wannie! – prychnął, gdy próbował ułożyć się z powrotem.
- Wiesz, przez większość czasu mieszkam tutaj sam, więc nigdy nie potrzebna mi była duża wanna. Trzeba oszczędzać wodę. Oj, przestań się krzywić! Po prostu przysuń się bliżej.
- Nie, kochanie. Potrzebuję trochę przestrzeni – odparł, odrzucając włosy do tyłu.
- Rzadko mówisz do mnie „kochanie” – na twarzy Adama malowało się zainteresowanie. Bill zaś poczuł się nieswojo.
- Przepraszam, ja po prostu nie przywykłem… I nie wiedziałem, czy mogę się tak do ciebie zwracać, czy to nie brzmi jakoś nieodpowiednio – próbował się usprawiedliwić, lecz szło mu to dość nieporadnie. Mówił prawdę, ale nie potrafił odpowiednio złożyć zdań.
- Czemu nieodpowiednio? A zresztą, nieważne. Wolę jak ci się to czasem wymsknie niż jakbyś tego nadużywał – spojrzenie Kaulitza ukazywało niezrozumienie. Finalista Idola kontynuował. – Słowa powtarzane wiele razy tracą swój urok. Poza tym twoje zakłopotanie jest urocze.
- Pff, „urocze”! – warknął w odpowiedzi na cmoknięcie mężczyzny. – Chyba czas na nas. Bąbelki się kończą – zauważył.
- Mówisz jakby ci to przeszkadzało.

Błękitne ślepia błysnęły w gotowości do ataku. Oddech przyspieszył, gdy potężniejszy brunet zbliżył się do niego. Górował nad nim i jego nagim ciałem. Bill nie był w stanie zrobić żadnego ruchu. Silne ręce po obu jego stronach. Mięsiste usta znaczące ścieżkę od ust w dół żuchwy i niżej. Nie powstrzymał westchnienia, które wyrwało się z jego gardła, kiedy pierwsze pocałunki spoczęły na jego szyi.

- Adam, nie… - zdołał wydusić z siebie w ostatniej chwili.
- Dlaczego?
- Potrzebuję przerwy po wczorajszym.

Ich spojrzenia spotkały się. Niebieskie tęczówki lustrowały blade ciało, zatrzymując się przy kilku siniakach i zadrapaniach.

Adam uśmiechnął się zadziornie.

- Teraz ci daruję, ale następnym razem nie będzie tak łatwo.

Delikatnie ucałował policzek swojego partnera.

*

Wbrew obawom Billa wszystko szło idealnie. Nie było żadnych problemów z wejściem do klubu, a w środku obaj mogli czuć się zupełnie bezpiecznie.

Na imprezie pojawiło się co najmniej kilku znajomych Adama, których jego chłopak kompletnie nie kojarzył. Może spotkał ich gdzieś wcześniej, może nie. Z przewijających się twarzy brunet poznawał jedynie Cheeksa.

- Jak się bawicie? – zagadnął mężczyzna będący po więcej niż jednym drinku.
- Jest ok, ale dopiero przyszliśmy – odparł Lambert.

Rozmawiali tak chwilę, podczas gdy Kaulitz stał nieco z boku i obserwował otoczenie, popijając kolorowy napój.

- Chodź, zatańczymy.

Nie musiał mu tego dwa razy powtarzać. Młodszy brunet w podskokach ruszył za piosenkarzem, by już za moment całkowicie dać się ponieść muzyce płynącej z licznych głośników. Tańczyli, przytulali się, całowali. Kilka razy Adam się zapomniał i uniósł w górę lżejszego od siebie chłopaka, któremu średnio się to podobało.

Za którymś kolejnym razem Kaulitz opuścił parkiet i wrócił do baru.

- Przecież cię przeprosiłem…
- Spadaj.
- Ej, co z wami – Brad pojawił się znikąd nieco rozluźniając atmosferę.
- Bill nie lubi, gdy go podnoszę – zaśmiał się Adam. Bill prychnął.
- Nie jestem lalką!
- Ogarnij się! Ciesz się, że masz silnego faceta! – Bell klepnął go po ramieniu. – Żadnych kłótni, bawimy się!
- Cheeks, a gdzie twoja zdobycz? Miałeś nam ją przedstawić.
- Gdzieś szaleje jak zawsze. O, tam jest! – wskazał na mężczyznę wijącego się przy jednej z rur do tańca.
- Tańczyłeś na takiej kiedyś? – brunet zapytał swojego chłopaka. Kaulitz zrobił wielkie oczy.
- Ja?!
- Ciebie pytam.
- Za kogo ty mnie uważasz?!
- Ej, ja próbowałem!
- I jak wrażenia?
- Jestem za ciężki – zaśmiał się, drapiąc się po głowie. – Za to ty mógłbyś spróbować. To byłoby seksowne…
- Nie.
- Zrób to dla mnie…
- Bierz łapy!
- Adam, pozwól na moment.

Mężczyźni rozmawiali chwilę na osobności, co i raz śmiejąc się i spoglądając na Kaulitza, któremu wcale się to nie podobało. Gdy Adam wrócił, Brad gdzieś zniknął.

- Cheeks przyniesie nam drinki.
- O czym tak rozmawialiście?
- O tobie, ale wszystkiego dowiesz się później.

Wreszcie pojawił się Bell z dwoma szklankami w dłoniach.

- Dosypaliście mi tu czegoś? – spytał niepewnie brunet, otrzymawszy jeden z drinków.
- Co ty wygadujesz, skarbie…
- Te drinki to specjalność klubu. Spróbuj, są zajebiste!
- Nie ufam wam. Niech Adam też wypije.
- Jak sobie życzysz.

Zatopił usta w trunku. Musiał przyznać, że był rzeczywiście dobry.

Stracił rachubę, ile szklanek tego wieczoru przewinęło mu się przez ręce. Ostatnie co pamiętał to zimny metal w jego dłoniach.

*

Obudziło go głośne „Cholera!”. Nie ukrywał, że nie była to miła pobudka. Czuł, że jego głowa zaraz eksploduje. „Nigdy więcej nie piję…”

- Bill, musisz to zobaczyć - dobiegł do niego zaniepokojony głos Adama. Niechętnie zwlekł się z łóżka i doczłapał do salonu, by zobaczyć czarnowłosego mężczyznę trzymającego w garści kamerę.
- No i? - zapytał.
- Mamy problem.
- Jaki znowu problem - warknął z niezadowoleniem. Położył dłoń na pulsujących skroniach.
- Wiesz, może lepiej pokażę ci to na większym ekranie - rzekł Adam, siadając na kanapie i otwierając laptopa.
- Powiedz po prostu o co chodzi.
- Musisz to zobaczyć.

Chłopak położył się obok swojego partnera. Przymknął oczy i czekał aż plik ściągnie się z pamięci kamery i zapisze na komputerze. Nareszcie.

- Nie załam się tylko...

Dwudziestolatek powoli spojrzał na ekran, by za chwilę jego oczy przybrały wygląd dwóch spodków. Na filmie zobaczył siebie na łóżku wraz ze swoim partnerem. Obaj byli kompletnie pijani. Film musiał powstać wczorajszej nocy.

- Hey, ich bin Bill Kaulitz - padło z ust młodszego z "aktorów", który za chwilę parsknął śmiechem i odwrócił się plecami do obiektywu.
- A z tej strony Adaaam Lambeert! - już obydwoje tarzali się ze śmiechu. - A dzisiaj nagramy razem glamporno!

Na dźwięk tego słowa brunetowi zrobiło się słabo. On z Adamem na nagraniu?! To nie mogło się dziać, to nieprawda...

Bill czuł, że wszystko podchodzi mu do gardła, widząc jak na kolejnych sekundach nagrania całuje się z Adamem i ściąga kolejne warstwy garderoby. Więc to prawda, naprawdę to zrobili. Kompletnie załamany schował twarz w dłoniach. Co jeszcze zrobili po pijaku? Miał tylko nadzieję, że nigdzie nie rozpowszechnili tego nagrania. Ale skoro Adam dopiero co zgrał je z kamery, oznacza to, że nic takiego nie miało miejsca. Odetchnął z ulgą.

Po chwili coś do niego doszło. Szybko położył dłoń na touchpadzie i przewinął filmik. Poczuł się jakby ktoś zdjął z niego kilkutonowy ciężar. Na szczęście dla niego "glamporno" skończyło się na etapie pieszczot ustami i językiem oraz rozebrania do bielizny. Na więcej parze kochanków paradoksalnie nie pozwolił alkohol. Ten sam, który zaciągnął ich do łóżka, uśpił ich przed najważniejszym momentem. Dwudziestolatek runął plecami na łóżko, ponownie zakrywając twarz w dłoniach.

- Dobrze, że nikt tego nie widział - szepnął.
- Czemu? Całkiem nieźle wypadliśmy.

Kaulitz z kwaśną miną spojrzał na swojego towarzysza, który właśnie obdarzał go jednym ze swoich słodkich uśmiechów. Znów zasłonił twarz.

- Masz to skasować. Nie chcę tego więcej widzieć.
- Daj spokój, jest dobre.
- Nie, Adam! Po prostu nie!
- Dobra, niech ci będzie. Ale marudzisz.

Bill odwrócił się na bok i westchnął głęboko. Co by było jeśli ktokolwiek dowiedziałby się o tym filmie? Obaj byliby skończeni. A przynajmniej on.

Z zamyślenia wyrwał go dźwięk puszczanego filmiku i zamka błyskawicznego. W mig doszedł do siebie.

- Adam, co ty do cholery robisz?!
- No co? To dobry filmik.
- Wyłącz to do jasnej cholery!
- Pf, niech ci będzie. Zachowujesz się jakbyś nie wiedział, co się robi z dobrym pornosem.
- Zboczeniec.
- Cnotka.
Drache